25.02.2012

Kiedy Sztil nie jest problemem,

bo za oknem wieje, hula i halnie się nadyma. W taką pogodę zawsze mam ochotę na poczytanie Dickensa najchętniej Davida Copperfielda. Nie wiem dlaczego tak jest ale kojarzy mi się on zawsze z deszczem na szybach, smutkiem za oknem i poczuciem względnego spokoju i bezpieczeństwa, które dotyczy mnie - wszechwiedzącego czytelnika. Choć utożsamiam się z bohaterem i jego losy nie są mi obojętne, to mam to wrażenie, że to wszystko minie, gdy tylko zamknę oczy i okładki książki.

Czasem jednak chcę sięgnąć po książkę, której akcja wymaga wiatru. Całą serię takich książek przygotował dla mnie (chciałbym myśleć, że specjalnie dla mnie) Patrick O'Brian. Przygody Aubreya i Maturina to coś więcej, niż hollywoodzka produkcja.
Bez przesady będzie stwierdzenie, że dziś wystarczy wyjść na balkon, by i spróbować, choćby zawiązać buty, by zrozumieć z czym tak naprawdę mierzyli się marynarze na wielkich żaglowcach.
No dobrze - przyznaję - ten cykl rozpocząłem właśnie po obejrzeniu "Pana i Władcy", ale lektura kolejnych części uzmysłowiła mi, że nie tylko nazwanie Jacka Aubreya "Szczęściarzem" jest mocno uzasadnione, lecz także, że jego przyjaciel i okrętowy lekarz - Stephen Maturin - jest tak naprawdę zwinnym i często bezwzględnym specjalistą w swoim fachu. A że specjalności ma wiele - również pozamedycznych - to już pozwolę Wam sobie samym domyślić się, a którą stronę poczciwego doktora chodzi.
Jedyną jego słabą stroną wydaje się życie na morzu, gdzie nierzadko zachowuje się jak ostatnia pierdoła, a jego sława jest w tym zakresie tak rozległa, że każdy przyjmujący go na pokład dowódca znacząco ułatwia mu przejście z szalupy na okręt.

Co jeszcze można poczytać w taką pogodę?
Z całą pewnością Kubusia Puchatka - to chyba najcieplejsza z pozycji, które przychodzą mi do głowy. Szczególnie przydatny jest tutaj rozdział, w którym Prosiaczek jest uwięziony w domu przez wielką ulewę, a Puchatek przychodzi mu z pomocą...

:)

21.07.2011

10... 9... 8... a ja jeszcze nie wysłałem tego maila

I tak to już jest z zaczytaniem - czyta się i się czyta i nie ma czasu na pisanie.
A ja się zaczytałem w książkach z listy plebiscytowej i nie zauważyłem że zostało już tylko 10 dni na wysłanie zgłoszenia...
ech.

http://przykominku.com/plebiscyt_2011

No to pędzę czytać dalej...

03.06.2011

Słowa... dużo duuuużo słów wziętych na stronę

zapowiada się w świeżo rozpoczętym plebiscycie "Książka lata" organizowanym przez stronę Przykominku.com oraz sieć zaprzyjaźnionych z nią blogów o zacięciu literackim.
Organizator zapewnia, że ta, trzecia już, edycja zapowiada się jeszcze ciekawiej niż dwie poprzednie. Zgłosiło ponad piętnastu wydawców, a wszystkich tytułów jest ponad setka.

Za dużo?

Nie sądzę - każdy kolejny zwiększa szanse na trafienie w książkę, która akurat mi odpowiada. Albo Tobie...

A czy będą nagrody?

Podobno dla zwycięzców wśród głosujących przewidziano w regulaminie pięć kompletów książek, na które złożyli się wszyscy, biorący udział w plebiscycie, wydawcy...

brzmi ciekawiej?


Adres plebiscytu - dla tych, którzy przegapili link w tekście - http://przykominku.com/plebiscyt_2011

31.03.2011

Póki pies nas nie rozłączy - R.Pawlak

Byłem świadkiem krótkiej rozmowy, w której autor brał udział, na temat sensowności i znaczenia pojęcia „literatura kobieca”. Wniosek - „literatura kobieca” jest pojęciem zarówno abstrakcyjnym, jak i sztucznym. Ale z drugiej strony... przecież życie da się zamknąć w tych samych szufladkach.
okładka książki



Historia jest na tyle prawdopodobna, że każdy znajdzie wśród swoich znajomych kogoś, kto odpowiadałby pierwowzorom bohaterów. On... ona... i ten trzeci – w tym wypadku czarny, rasowy Pudel. Ma na imię Egon i podtrzymując imienną tradycję „ma plan” więc jest „klawo, jak cholera”. Coś - oczywiście - musi pójść nie tak. Problem polega na tym, że plan mają wszyscy - każdy inny, a żadna z zainteresowanych stron nie podejmuje trudu by uzgodnić działania z pozostałymi. Może trochę inaczej – dwie z tych stron nie podejmują trudu – trzecia po prostu nie może, a co gorsza zyskując świadomość tej nie mocy zdaje sobie również sprawę, że powoli staje się narzędziem w rękach pozostałych.
Historia przedstawia kilka punktów widzenia. Chaos powstały w ten sposób wydaje się lepiej oddawać rozterki i swego rodzaju „zamotanie” trójki głównych bohaterów, którzy – teoretycznie wiedząc czego chcą, w praktyce kompletnie nie wiedzą, co robić.
Autor – chociaż sam tego otwarcie nie przyznał – zmieniając kategorię literacką zachował typowe dla siebie poczucie humoru i choć niektóre sytuacje, pasujące do powieści fantastycznych, wydawałyby się nierealne w zwykłej szarej codzienności, to przyjemność czytania pozostaje tak samo wielka.

13.03.2011

I shall wear midnight

Książki Pratchetta albo się kocha, albo ich się nie rozumie. 

okładka książki

Problem w tym, że niektórzy, po przeczytaniu pierwszych części Świata Dysku odnoszą wrażenie, że to kolejne książki o bajkach, tylko trochę bardziej humorystyczne. Nie można się z tym nie zgodzić, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo treści zawarte pomiędzy wierszami niejednego mogłyby zaskoczyć. Nie bez powodu książki Pratchetta bywały określane mianem satyry na społeczeństwo i instytucje.
I shall wear midnight nie odbiega od tego nurtu. Jest to czwarta część przygód Tiffany Aching. Autor już od pierwszych stron tworzy Okoliczności, dając nam jasno do zrozumienia, że cokolwiek zrobimy, pewne rzeczy i tak się wydarzą. Okolicznościom należy się pisownia wielką literą – można bowiem czasem odnieść wrażenie, że w książkach z tego cyklu stanowią one samodzielny podmiot literacki. Młoda czarownica – Tiffany – wprowadza nas w bardziej lub mniej zwyczajny dzień pracy lokalnej wiedźmy. Nie może być oczywiście zbyt łatwo, o czym wszyscy przecież dobrze wiemy,
Bardzo szybko pojawiają się więc pierwsze przesłanki, że coś wisi w powietrzu i z dużą dozą prawdopodobieństwa nie chodzi tu o miotłę.
Uchylając rąbka tajemnicy podpowiem, że niemałą rolę odgrywa zwykłe uczucie zazdrości. Samo w sobie nie jest może zbyt silne, ale jeśli trafi na wyjątkowo podatny grunt...
Ogień  w I shall wear midnight zagraża nie tylko samej Tiffany, ale również i wszystkim wiedźmom, a jak udowodnili panowie z Monty Pythona już lata temu: czarownice, jako drewniane, łatwo się palą.
Do większej katastrofy potrzeba tylko tłumu ludzi i zapałki, by na nowo pojawiły się stosy...